Mini ankieta
Podaj rok urodzenia:




Kategorie

  1.  
    Proszę dam 6 !
    Maria Konopnicka
    ''Jaś nie doczekał''
    Był to niedzielny poranek wiośniany;
    W izbie wyrobnik siedział z zgasłą twarzą,
    U pociemniałej i wilgotnej ściany,
    Po której zamróz kroplami ociekał...
    Aż z dum swych ciepłym zbudzony promieniem,
    Posłyszał wróble, co na dachu gwarzą,
    Spojrzał po izbie okiem swojem mgławem,
    Potem na jasność tę ożywczą słońca,
    I szepnął z cichem, stłumionem westchnieniem:
    „Jaś nie doczekał!”
    I otarł grubej koszuli rękawem
    Łzę, co po twarzy toczyła się drżąca,
    I taka mętna, i ciężka, i wielka,
    Jakby to wody nie była kropelka,
    Lecz kamień, który, wyrzucony z duszy,
    Padnie w głębiny i ziemię poruszy.
    Zima ta ciężka była! śnieżne duchy
    Pomiędzy ziemią latały a niebem,
    Białemi skrzydły zakrywszy błękity,
    A mroźne wichrów północnych podmuchy
    Dreszczem wstrząsały ubogie te ściany,
    Wśród których nędzarz tak rzadko jest syty
    Twardym i czarnym niedoli swej chlebem,
    Tak biedne nosi na grzbiecie łachmany
    Tak ciężko musi pracować na dzieci,
    Wśród skrzących mrozów i wietrznej zamieci!
    Zima ta ciężką była! na kominie
    Nie co dnia ogień rozniecał się lichy,
    Nie co dnia ciepłą gotowano strawę.
    Ojciec przychodził wieczorem bez siły,
    Nie mogąc dźwignąć siekiery, ni piły,
    I padał spocząć, jak martwy na ławę;
    A Jaś tymczasem, w nędznej koszulinie,
    Coraz to bledszy, coraz bardziej cichy,
    Nakształt mdlejącej lampy, lub pochodni,
    Zjadał kęs chleba — i siadał na ziemi,
    Patrząc na ojca oczyma smutnemi,
    Jak ci, co mówić nie śmią, że są głodni!
    Wreszcie z tapczana nie podniósł się wcale
    Ojca witając zdaleka uśmiechem...
    Przeląkł się nędzarz, chwycił go w ramiona,
    W piersiach mu grały i łkania, i żale...
    Noc całą dziecko zagrzewał oddechem,
    Bo mu się zdało, że stygnie, że kona...
    Modlił się, płakał, o ściany tłókł głowę,
    A ściany skrzyły się jak dyamentowe...
    Bo zima na nie rzuciła płaszcz biały,
    Łzy na nich marzły — i jak, perły stały.
    Rankiem wyrobnik zastawił swą piłę,
    Porąbał stołek, rozpalił ognisko,
    Przyzwał lekarza. — Lekarz, człowiek młody,
    Oświadczył, że tu jest powietrze zgniłe,
    Że straszna wilgoć ma tutaj siedlisko,
    Że dziecku trzeba dać lepsze wygody,
    Izbę obszerną, jasną i ogrzaną,
    Ciepłe okrycie, a przytem, co rano
    Posiłek lekki, pożywny, gorący.
    Zapewnił nadto, że jeśli chłopczyna
    Wiosny doczeka, to wzmocni go słońce.
    Wreszcie oświadczył, że mróz trzaskający!
    I wyszedł. — Ojciec stanął, jak zmartwiały,
    We drzwi wlepiwszy źrenice błyszczące...
    A wiatr tymczasem rozmiatał z komina
    Iskry i dymy, i w szyby tak siekał,
    Jakby brał szturmem tę izbę ubogą.
    Blada twarz chłopca zrobiła się sina...
    Do ojca sztywne wyciągnął rączęta,
    Rzucił się... wargi drobne mu zadrgały...
    A śmierć, srebrzystą szatą owinięta,
    Wzięła go z sobą tajemniczą drogą...
    Promienia słońca Jaś już nie doczekał!

    1.Wypisz z tego tekstu; anafory,epitety,porównania,metaforę,uosobienie.
  2.  
    ANAFORY-Tak biedne nosi na grzbiecie łachmany
    Tak ciężko musi pracować na dzieci,

    Nie co dnia ogień rozniecał się lichy,
    Nie co dnia ciepłą gotowano strawę.
    EPITETY-płaszcz biały, wilgotnej ściany,wichrów północnych stłumionem westchnieniem,czarnym niedoli, srebrzystą szatą,
    PORÓWNANIA-Łzy na nich marzły — i jak, perły stały.
    Ojciec stanął, jak zmartwiały,
    A ściany skrzyły się jak dyamentowe...
    METAFORA-I otarł grubej koszuli rękawem
    Łzę, co po twarzy toczyła się drżąca,
    I taka mętna, i ciężka, i wielka,
    Jakby to wody nie była kropelka,
    Lecz kamień, który, wyrzucony z duszy,
    Padnie w głębiny i ziemię poruszy.
    UOSOBIENIE-Bo zima na nie rzuciła płaszcz biały,
    A wiatr tymczasem rozmiatał z komina
    Iskry i dymy, i w szyby tak siekał,


Rozwiąż to zadanie